Archiwa kategorii: Bez kategorii

Można żyć w takiej temperaturze, choć cieniutko

Chłodne noce powodują to, że można się wyspać, a gdyby ciszy nocnej przestrzegali jeszcze dostawcy towarów i grupy imprezowiczów, byłoby wspaniale. Parametry życiowe, wyniki badań i humor poprawiają się momentalnie, a przez to rośnie krzywa. Szkoda tylko, że również rośnie cena koszyka zakupów podstawowych, przez to spada krzywa dochodów, ale kogo to obchodzi? Po wojnie wymyślono dla działaczy roczne studia inżynierskie, potem dla urzędników zasłużonych sołtysówkę, czyli prawo administracyjne, a na nim specjalny rok milicyjny. Porobili ludzie doktoraty, profesury dostali i rządzą, a wynik sam przyjdzie, jak KO.

Noce chłodne, ale nie w mieszkaniu

Po deszczowej niedzieli znacznie się ochłodziło, ale mury nadal oddają ciepło, termometr pokazywał jedenaście stopni, a w mieszkaniu dwadzieścia pięć. Źle się śpi przy takich temperaturach, a na dodatek męczą koszmary, najgorzej, jak polityczne. Może grzyby urosną po deszczach, to wybiorę się w góry, do zieleni, naładuję akumulatory. Łatwiej będzie żyć i znosić rzeczywistość, bo pić nie mogę.

Chmury pełne deszczu, ale z opóźnionym zapłonem

Okazało się, że chmury, które od wczoraj zaciemniają niebo jednak są pełne deszczu tylko mają opóźniony start, teraz nadrabiają zaległości. Jak zaczęło padać, tak nie może przestać, ochłodziło się znacznie, tylko szesnaście stopni wskazuje termometr. W tym deszczu zobaczyłem bezdomnego śpiącego na schodach apteki w centrum miasta. Brudny, śmierdzący, w rozdartych spodniach i z gołą nogą, chciałem zadzwonić do straży miejskiej, ale właśnie przejechał patrol, kompletnie bez reakcji. Potem w prasie piszą, że czuwają, ale nie mogą być wszędzie, nawet jak są to bez efektu. To mimo wszystko był człowiek, wstał i poszedł, zwiedzać miasto.

Puste chmury, bez deszczu, ale czarne

Ciepło się zrobiło i trzyma, czarne chmury zasłoniły całe niebo, kotłuje się tylko, ale padać nie chce, ani nie grzmi, ani się nie rozjaśnia. Ciekawe, jak jutro będzie, zapowiadają deszcze, kiedyś zapowiadali koniec świata i nic. Zapowiedzi są przed ślubami, ale nie wiem, czy to jest to samo, dla niektórych na pewno. Nie wiem, co będzie z wypadem w góry, zobaczę rano, zaraz po walce bokserskiej. Pewnie znów będę na wpół przytomny, ale będę chodził, gdzieś.

Idzie upał, ale noce i poranki są chłodne

Słońce nadal przypieka niemiłosiernie, w cieniu można żyć, jest całkiem przyjemnie, przynajmniej przed południem, potem już się robi duchota. Znalazłem sobie nowe zajęcie, polowanie na artykuły spożywcze o niższych cenach. Różnice są znaczne sięgające nawet kilku złotych za ten sam produkt, albo podobny o takich samych walorach. Kiedyś podjeżdżałem do hipermarketu i wiedziałem, że kupuję dobre jedzenie w niskich cenach. Ten czas się skończył, w mieście w wielu przypadkach ceny są niższe, a artykuły lepszej jakości. Chodzić muszę, lekarz kazał, to łączę przyjemne z pożytecznym.

Dziwny jakiś ten dzień, gorący i nerwowy

Rano pojechałem na uzupełniające zakupy do hipermarketu, do którego jeżdżę zawsze w poniedziałki, bo dla dziadków wtedy taniej. Najpierw zdenerwowała mnie koparko – ładowarka, która przez całe miasto aspirujące do miana wojewódzkiego jechała z prędkością dwudziestu kilometrów na godzinę. Silnik się buntuje przy takiej prędkości, a co dopiero kierowca pocący się w samochodzie. W hipermarkecie pusto, nie przez brak ludzi, ale pustki na regałach i w koszach na warzywa. Ceny też poszybowały pod sufity absurdu i teraz w centrum miasta sporo artykułów jest tańszych. Inflacja zaczyna swój diabelski taniec, jak się nie denerwować?

Słoneczko świeci, wesołe jest życie staruszka

Dobrze, że świeci słoneczko, bo na temat wesołego życia staruszka to bym chętnie pogadał, ale już nie ma z kim, odeszli niestety. Trudno, wieku nie cofnie się, trzeba żyć tak, jak się da nie zważając na wymądrzających się młokosów, którzy opowiadają nam o naszym życiu niewyobrażalne brednie. Głupi i głupszy, taki film też można nakręcić na wyżynach naszego życia politycznego i to bez dublerów. Wszystko, co dawniej bywało jest opluwane, tylko aktualna władza jest święta i nieomylna. Chwała prezesowi i Panu Bogu, w tej właśnie kolejności.

Widziałem orła cień, a grzyby tylko dwa

Odwiozłem dzieci do braci z południa, bo samolot odlatywał z ich stolicy, ale most zamknięty, spytać nie było kogo, bo pustka, na dworzec poszli piechotą. Potem dowiedziałem się, że wjechać można drugim mostem, wyjazdowym, pod prąd ulicą jednokierunkową, kiedyś. Zawinąłem pod granicą i pojechałem sobie do lasu zrobić przegląd stanu grzybów, nadaremnie. Podszedłem pod najwyżej położone miejsca, w których zbierałem grzyby, ale tylko dwa znalazłem. Jest bardzo sucho, las się przerzedza, usychają drzewa, krzewy i krzaki, wysycha ściółka. Na domiar złego rowerzyści i motocykliści coraz więcej tras zjazdowych sobie wytyczają niszcząc dokładnie poszycie. Gdzie jest miejsce dla grzybów, a niedługo i dla turystów?

Dzień pochmurny i ponury, ale ciepły

Niby chłodno, a w mieście czuje się ciepło bijące z ulic i murów kamienic, które przez wiele dni kumulowały energię słoneczną. Deszcz nie pada, za to chmury zaciągnęły całe niebo i zawsze coś może z nich spaść. Wichury i trąby powietrzne łaskawie nas ominęły, ale strach ogarnia, jak ogląda się relację z miejsc dotkniętych tym kataklizmem. Dzisiaj poniedziałkowe zakupy przesunięte na popołudniowe godziny, bo dzieci zażyczyły sobie również brać w nich udział. Mnie tam wszystko jedno, mniej będę miał do noszenia.

Wszystkie plany wzięły w łeb, a szkoda

Myślałem, że pojadę do lasu, pogoda sprzyja, chęci były ogromne, ale jak to zwykle bywa coś pomieszało wszystkie plany, jedna mała ranka od spodu nogi. Przy nadmiarze cukru w cukrze, a tego we krwi, rana na nodze budzi obawy poza tym, że boli. Chodzenie po górach w takiej sytuacji nie sprawia już takiej przyjemności, jak powinno. Wczoraj solennie popadało, dziś przygrzewa słońce, grzyby rosną, a ja siedzę w domu. Nic to, mawiał mały rycerz, grzyby poczekają, a ja je znajdę.