Koniec czerwca upalny, ale bez burz

Zapowiadali gwałtowne burze z gradem, deszczem i wietrzyskiem, ale do tej pory zaledwie trochę chmur zasnuło niebo na szaro. Upał panuje nadal i choć słońce zza chmur już tak nie przypieka nadal panuje wysoka temperatura. Niektórym to wystarczy do zgłupienia, choć może to nie z powodu upału, bo w zimie byli tacy sami. Bogate te nasze elity polityczne, tylu zer nie zgromadziło się już dawno.

Strach ma wielkie oczy, upał też

Rano na termometrze pięć stopni więcej niż wczoraj o tej samej porze, ale na dworze przyjemny wiaterek obniża odczuwalną wczorajszą temperaturę. Podobno ma być gorąco, powyżej trzyziestu, pewnie gdzieś w okolicy południa, się zobaczy, jak dożyjemy niedogotowani. Upał doskwiera, mieszkanie nagrzewa się i potem oddaje to ciepło przez człą noc, trudno się wyspać. Od paru dni budzę się w środku nocy zlany potem i nie mogę zasnąć do rana, częściowo za sprawą dostaw towarów do okolicznych sklepów. Nie wiem, czy złośliwie tak się tłuką o czwartej, piątej nad ranem, czy tylko przez głupotę i niechęć do porządku. Zaczynam się przyzwyczajać, a to źle.

Przygrywka przed nadchodzącym upałem

Poranek przywitał ciemnymi chmurami i całkiem przyjemną temperaturą, ale w miarę upływu czasu robiło się coraz bardziej gorąco. Słońce przebiło się przez chmury i teraz przypieka już na całego, a to dopiero początek zapowiadanego na jutro upału. Podobno ma być ponad trzydzieści stopni w cieniu, to na słońcu będzie piekiełko, już teraz temperatura dochodzi do pięćdziesiątki. Jazda samochodem przypomina siedzenie w piekarniku kuchenki, na dodatek z termoobiegiem. Po czwartku ma być chłodniej, za to z gwałtownymi burzami, czyli jak nie kijem go to pałką. Lubię ciepło, ale bez przesady.

Czas tak szybko ucieka, dni będą krótsze

Strasznie szybko ten czas mija, czekaliśmy na wiosnę, lato, teraz upał daje się we znaki, a za chwilę lipiec, sierpień i jesień zaglądać będzie do okien. Gorąco nadal, nawet samochód zaczął się buntować z niewiadomych powodów, nie chciał się uruchomić po raz któryś. Trzeba pomyśleć o jakichś wakacjach, ale poczekam na cieplejszą wodę w morzu, lubię popływać w taki upał. Baseny mają złą sławę, sam kiedyś odczułem skutki zanieczyszczeń biologicznych wody. Co zrobić, wszystko schodzi na psy, woda w basenie to pikuś.

Las wysechł razem z grzybami

W lesie chodzi się po suchych liściach, które zalegają na wysokość pięciu do dziesięciu centymetrów, a pod nimi wielka niewiadoma. Parę razy kijek wpadł w dziurę do połowy długości, o mały włos poleciałbym ze skarpy. Słońce wysusza wszystko, drzewa, krzewy, ściółkę, uschnięte gałęzie leżą wszędzie, trzeba uważać jak się chodzi. Upał jest bardziej odczuwalny w mieście, ale w lesie przyjemny chłodek, szczególnie w okolicach potoków. Grzybów jadalnych nie było, innych kilka widziałem.

Nauka jeżdżenia i chodzenia po deptaku

Upał zaczyna zbierać żniwo, też za kierownicą samochodu, ludzie zrobili się bardzo nerwowi, dwie blondynki jeszcze bardziej. Jedna obsztorcowała mnie za to, że z głównej ulicy skręciłem na parking w czasie gdy ona chciała z niego wyjechać, choć miejsca miała dosyć. Druga przejeżdżała przez deptak miejski, zatrzymała się na środku i zaczęła pouczać jakąś kobietę, jak powinna chodzić. Traf, że obie były blondynkami, takie zachowania nie zależą od koloru włosów, tylko od temperatury, nigdy nie wiadomo. Jutro las, rano, po cichu żeby nie dostać po uszach, lubię blondynki.

Burza w nocy, a w dzień grzmoty

W nocy polało i było bardzo burzowo, w dzień grzmoty, ale z całkiem innej strony, z samych szczytów miłościwie nam panujących łaskawców. Nie wiem, czy jest gdzieś drugi taki kraj, w którym każda sprawa jest badana przez prokuraturę, komisję, zbiór grzmotów, a jak nie pasuje, to przez trybunał, wszyscy to jedna „rodzinka”. Dobrze, że pogoda jest przynajmniej poza kontrolą, bo z nieba leciałaby kloaka zamiast deszczu. Dzisiaj miejscowa rzeczka tak właśnie wygląda, a „pachnie” jeszcze lepiej, znów pewnie ścieki poszły do wody. W niedzielę trzeba do lasu i znów odzyska się trochę spokoju.

Gorąco nadal, ale tak jest fajnie, mamy lato

Wszystko przez te upały, ciągle mylę miesiąc i jestem już w lipcu podczas gdy nadal króluje czerwiec, na dodatek w nim się urodziłem przed laty. Gorąco nadal, temperatura w słońcu sięga pięćdziesięciu stopni, ale w cieniu jest całkiem przyjemnie. Dzień lekarski, pojechałem do rodzinnego, ale go nie było dzisiaj, będzie jutro, zapomniałem, że czwartki ma wolne. Wcześniej odebrałem wyniki wczorajszych badań, już nastąpiła zmiana, dzisiaj była tylko jedna osoba. Pobierała krew i obsługiwała okienko, sądny dzień i pełno ludzi, o numerkach nikt już nie pamięta. Coraz lepiej, kolejki wracają nie tylko tu, trzeba w sklepach zacząć robić zapasy octu.

Trochę odpuściło, ale duchota pozostała

Po wczorajszych upałach dwadzieścia sześć stopni jest całkiem przyjemną temperaturą, ale duchota i tak męczy. Byłem z rana u krwiopijców na badaniu, straciłem bez sensu całą godzinę, dobra zmiana. Poprzednio wchodziło się do punktu pobrań krwi w kolejności i dwie panie szybko wypompowywały z człowieka tyle ile trzeba. Teraz stoi się w kolejce do rejestracji po numerek, a dopiero potem do tej rzeźni oddać, co lekarzom się należy. Niby ta sama droga, ale trwa dwa razy dłużej, pod warunkiem, że pani przy komputerze zna program. Trafiły dzisiaj na badania dwie starsze kobieciny, które przyjechały po wyniki, ale dodatkowo chciały coś jeszcze. Zmiana ich danych w komputerze, ponowne zapisywanie kosztów badania i pobranie dodatkowo krwi trwało dobre czterdzieści minut. Jeszcze jeden powód żeby nie oddawać krwi, zawsze coś tam znajdą.

Równikowe klimaty, tylko samby brak,

Temperatura rośnie i zbliża się do afrykańskiego klimatu, który w słońcu już dawno osiągnęła, ale wolę to niż pluchę i wyspiarskie meandry pogodowe. Wolałbym siedzieć gdzieś na plaży, albo nad górską wodą, ale przyjmuję z radością to, co jest. Nie jest też to czas na załatwianie spraw urzędowych, ale skoro siedzą z drugiej strony biurka, to trzeba im dać zajęcie. W dawniejszych czasach wypadało mi w tym okresie często występować oficjalnie, w garniturze i pod krawatem. Dzisiaj robi mi się gorąco na samo wspomnienie tamtych dni, ale też klimat był inny, nie tylko meteorologiczny. Było, minęło, no i bardzo dobrze.