Było, przeszło wróciła właściwa pora roku

Słońca nie ma, temperatura to połowa wczorajszej, ale jakoś spociłem się na zakupach nawet przy tych piętnastu stopniach. Ostatnio sprawdzam ceny zanim coś kupię, szczególnie towarów w promocji, próbują nas orżnąć bez skrupułów. Dzisiaj zaoszczędziłem połowę ceny pewnego artykułu, który był w promocji droższy od takiego samego w innym sklepie. Trochę to tak, jak ze zbieraniem grzybów, trzeba się nachodzić żeby znaleźć coś porządnego. Za grzyby się nie płaci, za towary owszem i to czasami z nawiązką.

Zakupy z przygodami za sprawą banku

Odkąd bank zmienił strukturę właścicielską ciągle są jakieś trudności, problemy i utrudnienia dla użytkowników. Nie mogłem dokonać w sklepie płatności kartami bankowymi, czterokrotna odmowa doprowadziła mnie do złości, bo nie miałem wystarczającej gotówki. Dobra zmiana dotarła i tam, pytanie zadaję sobie ile w tym jest z tego dla klientów, a ile dla właścicieli, którzy dbają głównie o siebie. Może trzeba całą górę władzy postawić przed postulatami wywieszonymi w pewnej stoczni i kazać jej uczyć się na pamięć tego, na co się powołuje. Pogoda dopisuje i tyle dobrego na dzisiaj.

Pełnia lata późną jesienia i jest ładnie

Temperatura rodem z pełni lata i gdyby nie spadające liście oraz kolory drzew można by było pomylić pory roku. W lesie rano było chłodno, ale i tak cieplej od odczuwalnej temperatury w centrum miasta. Grzyby ciągle rosną, choć nowych nie przybywa, a stare zaczynają pokrywać się pleśnią. Zmęczyłem się do wiwatu przez dzisiejsze podejścia, ale było warto.

Od poniedziałku mam dobry humor, mimo wszystko

Klamka w drzwiach wejściowych o poranku została w ręku mojej latorośli udającej się do pracy, złamała się i już. Wykonane gdzieś daleko na wschodzie globu mają to do siebie, że różne psikusy potrafią płatać. Pojechałem na poniedziałkowe zakupy, przy okazji kupiłem inną klamkę, tylko przełożyć ją trzeba było do starego szyldu. Wszystko pasowało za wyjątkiem nacięcia trzymającego sprężynę, ale i z tym sobie jakoś poradziłem w pięć minut. Pogoda wspaniała, takie drobiazgi nie zepsują mi humoru, a grzybowa na obiad jeszcze go poprawi. Jak się da, to jutro na grzyby, idę w las, piórko mi nie dynda, bo mam, ale nie noszę.

Słońce świeci, grzybki rosną, piękna jesień

Prawie pełną siatkę grzybów przyniosłem, większość to podgrzybki, tak wysypały, że zbieranie staje się nudne, ale tylko w wyższych partiach lasu. Pierwszego grzyba znalazłem po godzinie i pięciu minutach wchodzenia na moje tereny łowieckie i była to kurka. Potem już było coraz lepiej, na koniec znalazłem okolicę pełną podgrzybków, które lubię najbardziej, ale musiałem już wracać do domu. Zawsze w tym miejscu zbierałem podgrzybki, ale w tym roku dopiero teraz pokazały się w pełnej krasie. Wybiorę się tam skończyć sprzątanie lasu z grzybów, jak pogoda dopisze.

Las wzywa nas, a pogoda dopinguje

Na straganie podgrzybki pachną na odległość i motywują do wypadu na grzyby do lasu, ale takich dorodnych i pięknych w górach jest mało. Nieważne są zbiory, ale sam spacer po górach, w lesie nad potokami, jest wartością samą w sobie. Zdrowie jest najważniejsze, a takie eskapady ładują życiowe akumulatory, oczyszczają organizm i zapewniają komfort psychiczny. Jeżeli pogoda dopisze, to jutro rano wyruszam na czterogodzinny spacer po górach.

Prozaiczna przyczyna powodem poważniejszych kłopotów

Trzynastego w piątek nic dobrego nie może się zdarzyć, ale złego też niekoniecznie, a zaczyna się weekend, więc wszystko się równoważy. Lekarz stwierdził, że mam infekcję pewnego układu, przepisał antybiotyk, wszystko powinno być dobrze. Układy z natury są zainfekowane z różnych przyczyn, szczególnie z powodu głupoty ludzkiej. Niestety na tą dolegliwość nie ma lekarstwa, a o epidemię nie trudno.

Polska złota jesień zagląda przez okno

Ciepło, słonecznie, trzydzieści trzy stopnie w słońcu i temperatura rośnie z minuty na minutę, nie wytrzymam, po obiedzie jadę do lasu. Grypy nie mam, badania zrobiłem, wyniki i wizyta u lekarza jutro, nie ma na co czekać, grzyby wzywają. Najważniejsze, że w końcu przestały łapać boleści, które rozłożyły mnie w pozycji horyzontalnej. Trzeba żyć szybko, jak mawiał szwagier, raz koło razu, bo do końca wydolności coraz bliżej. Trzeba korzystać z jesieni dokąd się da, życia też.

Lekarskich wizyt ciąg dalszy, a im dalej w las, tym więcej wątpliwości

Lekarz rodzinny wykluczył grypę i inne pochodne, ale w organizmie jest jakaś infekcja, więc moja ulubiona część wizyt w toku. Jutro badania, w piątek diagnoza, a w niedzielę las, jak tylko okaże się, że pogoda dopisze, a lekarz nie będzie widział przeciwwskazań. Dostałem jakieś prochy i muszę przetrwać do piątku, zobaczymy, czy te łamanie kości ustąpi. Pogoda poprawia się na tyle, że wyłączyłem ogrzewanie, a do niedzieli ma temperatura wzrosnąć do dwudziestu stopni. Czas pokaże, las wyleczy.

Oj, niedobrze panowie, szable w dłoń

Cukier trochę opadł, pewnie z powodu odprężenia i braku najnowszych wiadomości w telewizji, której nie oglądałem, bo już miałem dosyć. Piłka nożna i piła w puszczy, to bardzo interesujące sprawy, ale ile można to oglądać bez uszczerbku dla zdrowia. Grypa ciągle mnie męczy, bolące mięśnie i stawy jeszcze bardziej, mam kolejną noc nieprzespaną na koncie. Tabletki pomagają na krótko, a boli długo, poszedłbym do lekarza rodzinnego, ale jestem chyba zbyt chory. Żeby chorować trzeba mieć końskie zdrowie, więc szable w dłoń.